2008-09-21 15:41
Mówi Florent Serra, zwycięzca Pekao Open 2008
Stenogram z konferencji po finale: Florent Serra – Albert Montanes 6:4, 6:3
Gratulujemy wygrania turnieju. Ciekawi jesteśmy pana wrażeń z finału i całego tygodnia. Jestem bardzo, bardzo szczęśliwy. Kilka dni temu mówiłem państwu, że chcę wygrać ten turniej i jak widzicie dotrzymałem słowa. Przyjechałem tu po zwycięstwo i przede wszystkim po awans do pierwszej 60. rankingu. Cel udało się zrealizować. Jestem tym bardziej zadowolony, że był to mój pierwszy finał od stycznia 2006 roku, także już prawie zapomniałem, jak odnosi się zwycięstwa w tak dużych turniejach jak Szczecin.
Wczoraj zapowiadał pan, że będzie często atakował przy siatce. Kort był dzisiaj mokry, co pewnie trochę pokrzyżowało panu plany. Jak zmieniła się pana taktyka? Rzeczywiście, kort był mokry, ale Albert nie zaskoczył mnie swoją grą. W pierwszym secie grał blisko swojej linii końcowej i bardzo dobrze serwował nadając piłce mocną rotację. Starałem się trzymać go z daleka i po returnie, który mi dziś dobrze wychodził, atakować mocno jego stronę forhendową, ponieważ bekhend po krosie był jego najgroźniejszą bronią.
Czy dla dzisiejszego wyniku mógł mieć znaczenie fakt, że pana wczorajszy półfinał z Janowiczem był krótki, a Montanes długo męczył się z Kubotem? O zmęczenie trzeba by spytać Alberta. Ja grałem w tym turnieju tylko jeden dwusetowy mecz, właśnie wczoraj. Albert z kolei miał same dwusetówki, a trzy sety zagrał tylko we wczorajszym półfinale. Dziś pierwszy set był trudny dla nas obydwu. Ja, jak mówiłem, starałem się od początku grać jak najbardziej agresywnie. Montanes też starał się mnie zaatakować, ale to mi udało się go przełamać. Potem to ja bardzo dobrze serwowałem i także dzięki temu udało się wygrać.
Montanes powiedział, że grał pan dzisiaj spektakularnie. Czy widzi pan w swojej dzisiejszej grze coś, co wymaga poprawy? Myślę, że dziś i wczoraj grałem na takim poziomie, jak wówczas, gdy wygrywałem turnieje ATP w Adelajdzie i Bukareszcie. Różnica jest taka, że teraz wiem, dlaczego gram dobrze i dlaczego osiągam sukcesy. Jestem coraz bardziej doświadczony i świadomy swojego tenisa. Jeżeli jestem skoncentrowany z linii końcowej, zmieniam tempo i utrzymuję swój serwis, to na ogół wygrywam. Nie zawsze się to, oczywiście udaje, ale w Szczecinie wszystko funkcjonowało jak trzeba.
Jak traktuje pan pieniądze wygrywane w turniejach? Nigdy nie myślę o pieniądzach. Na pierwszym planie są dla mnie punkty do rankingu, choć oczywiście są to kwestie ściśle ze sobą powiązane. Już w przyszłotygodniowym rankingu mogę być 55. i to mnie najbardziej cieszy. Chcę wrócić na najwyższe miejsce, jakie do tej [pory zajmowałem, czyli do pierwszej 30. Ale w sercu staram się po prostu grać najlepszy tenis, na jaki mnie stać.
Zaczynają się turnieje w hali, zmieniają się nawierzchnie. Jakie ma pan plany na tę część sezonu? Na pewno będę się starał grać najlepiej, jak potrafię. Na nawierzchniach halowych czuję się dobrze, byłem już nawet w ćwierćfinale rozgrywanego na takiej nawierzchni turnieju ATP w Moskwie. Co się uda wygrać, tego nie wiem, ale będę walczył niezależnie od nawierzchni, na jakiej będę grał.
Hiszpańska klątwa na naszym turnieju trwa. Wierzy pan w nią po dzisiejszym finale? Nie wierzę w żadne klątwy. Im dłuższa seria, tym bardziej spektakularnie się kończy. Ja mogę się tylko cieszyć, że nie skończyła się w dzisiejszym finale.
Dla naszych zawodników wejście do pierwszej setki rankingu jest niedościgłym marzeniem. Panu się to udało. Pamięta pan jakiś przełomowy moment, który o tym zadecydował? Pracowałem na to bardzo ciężko, choć miałem talent i możliwości finansowe. Zwłaszcza, że jako młody człowiek nie startowałem w rozgrywkach juniorskich. Startowałem z poziomu drugiego tysiąca, ale bardzo szybko udało mi się znaleźć w drugiej setce rankingu ATP. Potem przez dłuższy czas znajdowałem się między 150 a 250 miejscem. Ale zawsze wierzyłem w siebie i ludzi, z którymi pracowałem. Miałem też wsparcie francuskiej federacji. I to zaprocentowało. Jeśli się głęboko w coś wierzy, to taki moment prędzej czy później przychodzi.
Powrót
|