2008-09-20 19:35
Mówi Jerzy Janowicz
Stenogram z konferencji po półfinale: Florent Serra – Jerzy Janowicz 2:6, 1:6
Gratulujemy znakomitego występu w tym turnieju. Sprawił pan wiele radości wszystkim kibicom. W półfinale się nie udało, ale grał pan z naprawdę mocnym przeciwnikiem. Czego nauczył się pan w dzisiejszym meczu? Na pewno tego, że muszę bardzo, bardzo ciężko pracować, żeby być jednym z najlepszych tenisistów. Podczas całego turnieju nauczyłem się, że stać mnie na wiele, trzeba w to tylko uwierzyć i się nie poddawać.
Spodziewał się pan, że Serra będzie tak trudnym przeciwnikiem? Oglądał pan jego wczorajszy mecz? Oglądałem pierwsze dwa sety, wiedziałem, że nie będzie to łatwy mecz. Powiedział mi o tym już sam ranking przeciwnika. Dzisiaj zagrałem trochę słabiej, trochę też zabrakło mi szczęścia. W pierwszym secie miałem wiele szans na przełamanie Francuza. Szczególnie zdenerwowało mnie to, że przy stanie 1:0 w pierwszym secie miałem na jego serwisie niewykorzystaną sytuację 40:15. Nie wykorzystałem tego, a gdybym wyszedł na 2:0 to poczułbym się dużo pewniej i uwierzył chociaż w to, że mogę nawiązać walkę. Przeciwnik może byłby moim prowadzeniem trochę zdeprymowany. Potem też miałem sporo szans, ale jak mówiłem zabrakło szczęścia.
To był najtrudniejszy pana przeciwnik w tym roku? Nie da się tego tak ocenić. Dziś mój przeciwnik zagrał bardzo dobrze, nie miałem możliwości przejmowania inicjatywy w akcjach. Nie wiem, czy gdybym zagrał tak jak wcześniej w tym turnieju z Ulihrachem, czy wcześniej w Pucharze Davisa z Maksem Mirnym, czy nawiązałbym bardziej wyrównaną walkę. Wszystko zależy od tych kilku kluczowych momentów i od szczęścia.
Czy próby poszukiwania sponsora, może także i tutaj, przyniosły jakieś efekty? Na razie bez zmian. Jesteśmy od dłuższego czasu w tym samym miejscu. Nie wiem, co muszę jeszcze zrobić, żeby w końcu jakiś sponsor zechciał mi pomóc. Może będę miał okazję zagrać z Federerem i wygram, to jakoś mi to te poszukiwania ułatwi, ale na razie jest bardzo ciężko.
W tenisie działają duże agencje menedżerskie. Jest zainteresowanie panem z ich strony? Jestem w agencji sponsorskiej Best, do niedawna SFX. Ale takie agencje nie dają żadnych pieniędzy, mogą najwyżej załatwić dzikie karty do jakichś lepszych turniejów. Niestety, pomocy finansowej nie ma.
O jakich kwotach mówimy? Na następny rok, żebym mógł spokojnie jeździć na turnieje, na które chcę, i na które pozwalać mi będzie ranking potrzebuję skromnie mówiąc ok. 150 tysięcy złotych. Rodzice robią wszystko, co mogą, ale to nie wystarczy. Gram coraz lepiej, turnieje są coraz dalej, a z pieniędzmi jest coraz ciężej. Czekam na jakieś zainteresowanie już 15 lat i nic.
Jakie są tego przyczyny? Główna przyczyna, to nasz kraj. W innym kraju już dawno miałbym sponsora i mógłbym spokojnie sobie trenować. Dla przykładu podam Anglię i finalistę tegorocznego US Open Andy’ego Murraya. Gdy miał 17 lat włożono w niego 25 milionów dolarów tylko po to, żeby wychować jednego z najlepszych tenisistów na świecie i wypromować kraj. Ale niestety w naszym kraju zainteresowania nie ma. Nie wiem, czym to jest spowodowane. Mam nadzieję, że z czasem będzie się to zmieniało i zainteresowanie tenisem, od tych najmłodszych lat, bo to jest najważniejszy okres dla sportowca, będzie coraz większe.
Myślał pan o emigracji? Myślałem, miałem nawet propozycję, żeby zmienić obywatelstwo na Katar. Nie zgodziłem się, bo musiałbym zmienić religię, a coś takiego nie wchodzi w grę. Miałem też możliwość zamieszkania w Stanach, na co też się nie zgodziłem. Chcę grać dla Polski. Ale zostałem zaproszony do trenowania na Florydzie w każdym momencie, kiedy będę miał czas i ochotę. Także w każdej chwili mogę tam pojechać i potrenować ze trzy miesiące. Na pewno byłoby warto. Będziemy próbowali robić wszystko, co się da, ale jeżeli nadal sponsorzy nie będą zainteresowani moją karierą, to niestety będziemy musieli się stąd wyprowadzić.
Powrót
|